Tym razem zostałem zainspirowany do napisania artykułu przez jednego z naszych kolegów który w czasie rozmowy zasugerował opisanie jakiegoś ciekawego i nietypowego przypadku kołowrotka z dodatkową wisienką jaką jest przypisana do niego historia . Sprawa miała miejsce na przełomie 2017 i 2018 roku – trafił w moje ręce kołowrotek mało znanej w Polsce firmy VAN STAAL - mechanizm w środku prawie się nie kręcił .Potraktowałem kołowrotek jako prywatne wyzwanie serwisowe i się zaczęło teraz już było tyko i wyłącznie POD GÓRKĘ .
Jako poważny siwy facet zacząłem od zebrania informacji o samym kołowrotku – byłem zafascynowany rozwiązaniami technicznymi jakie zostały w nim zastosowane , wszystkie możliwe wałki , osie , tarcze hamulca - zostały zaopatrzone przez producenta w uszczelniacze i o-ringi co miało dawać 100% szczelność kołowrotka i odporność na słoną wodę . Kołowrotek VAN STAAL 150 VSB jest dedykowany do ciężkiego spinningu w morzu .
 |
 |
Kolejna sprawa to zebranie informacji od właściciela - jak się okazało kołowrotek został utopiony w trakcie wędkowania na Norweskim Fiordzie na głębokości ok. 30-40m udało się go wyłowić z głębin po kilku dniach razem z zapiętym pięknym dorszem - ku zaskoczeniu właściciela sprzęt nadal działał bez zarzutu . Podczas kolejnej wyprawy kołowrotek działał bez problemów jednak kolejny rok już pokazał niedomagania , jak się okazało konstrukcja jest szczelna jednak do pewnej głębokości czyli również do pewnego ciśnienia wody , głębokość 30m była zbyt duża i uszczelnienia przepuściły wodę do środka – odparowanie wody trwało 2 lata .
Rozebranie kołowrotka stanowiło nie lada wyzwanie , na gwintach skrystalizowała się sól a elementy aluminiowe i stalowe pokryły się korozją , dodatkowym utrudnieniem jest calowy system kluczy gdyby tego było mało potrzebny jest jeden calowy klucz z tworzywa sztucznego oraz 2 specjalne klucze do wkręcanych pierścieni .
Sam proces rozbierania trwał dosyć długo związane to było z czasochłonnym moczeniem elementów w celu rozpuszczenia soli i osadów , siłowe rozkręcane spowodowało by uszkodzenie powłoki lakierniczej lub zerwanie gwintów w aluminium .
Udało się rozebrać – tak to wygląda wewnątrz
Teraz trzeba wyprasować łożysko kierunkowe bez uszkadzania zewnętrznego elementu wykonanego z dosyć delikatnego aluminium – ponownie problem stanowi korozja i sól , która spęczniała , jednak specjalnie dorobiony zestaw tulejek i wypychaczy oraz prasa 1 tonowa podołała zadaniu .
Samo mycie i smarowanie to standardowa sprawa za wyjątkiem smaru , który jest dedykowany do tego kołowrotka , osobiście twierdzę że smar Shimano lub Penn spokojnie spełnił by wszystkie oczekiwania .
Polityka VAN STAAL jest bardzo ciekawa , zabezpieczyli się przed samodzielnymi naprawami w USA i Europie w banalnie prosty sposób część łożysk i uszczelniaczy jest metryczna a druga calowa dodatkowo łożysko kierunkowe jest metryczne , tym sposobem utrudnili życie , dodatkowo serwis nie prowadzi sprzedaży części zamiennych zawsze informują o konieczności przysłania kołowrotka do serwisu centralnego w USA .
Pomimo wszelkich przeciwności udało się skompletować prawie wszystkie potrzebne elementy tak to wygląda przygotowane do składnia , wszystkie uszczelniacze , o-ringi , i łożyska są nowe .
Nieudało się zdobyć jedynie zębatki nakręcanej na pinion , widoczne wyszczerbienie zęba które powoduje mniej przyjemną pracę kołowrotka jednak dalsza eksploatacja jest możliwa kołowrotek zachowuje wszystkie swoje funkcje .
Podsumowując spotkanie z VAN STAAL trzeba szczerze powiedzieć że jakość kołowrotka , zastosowane materiały i rozwiązana techniczne są na najwyższym poziomie , czy kołowrotek jest wart swojej dosyć wysokiej ceny , to już każdy z nasz powinien sobie sam odpowiedzieć.
Piotr Wieczorek
HANYS